Ksiądz

Wczoraj zmarł ks. Stanisław. „Ksiądz z powołania” – tak u nas określa się księży, w życiu których widać jasno Miłość, dobro, świętość.

Przez ostatnie lata swojego życia ks. Stanisław wysłuchiwał spowiedzi. Często można było go spotkać w konfesjonale kościoła św. Jadwigii w Dębicy. Jak sobie przypominam te, choć nieliczne to bardzo intymne, spotkania z księdzem Stanisławem to przychodzi mi do głowy dwa skojarzenia: św. Jan Vianney i Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia.

Ks. Stanisław był proboszczem parafii św. Jadwigii w Dębicy przez ok. 30 lat. Gdy już przestał pełnić tę funkcję nadal mieszkał w „swojej” parafii i służył. Służył tym, do których został posłany. Często było widać trud, który mu towarzyszył. To był proboszcz, to był sługa, od posłania przez biskupa do, mimo, że już nieformalnie, końca życia. Nie była to łatwa posługa, bo ksiądz Stanisław zmagał się z różnymi dolegliwościami zdrowotnymi.

Myślę, że nie przypadkiem Pan zabrał ks. Stanisława do siebie w tym roku – roku Miłosierdzia. On był tym, który to miłosierdzie nam przekazywał. Te spowiedzi były czymś co prawdziwie pokazywało Miłosierdzie Boże. Spowiednik żywo zainteresowany mną i moim nawróceniem. To nie była formalność. To było doświadczenie miłości i miłosierdzia. On je rozdawał. Jeśli to doświadczenie było tylko małym ułamkiem tego jak Bóg Kocha i jak On jest Miłosierny, a tak było, to nie potrafię sobie wyobrazić tego ogromu Miłosierdzia i Miłości Bożej.

Nie znam się. Nie wiem jak „działa” wchodzenie do Nieba. Wierzę jednak, że ks. Stanisław będzie (albo już jest) w Niebie. To była jedna z tych osób, które pokazywały Boga. Oni istnieją. Żyją. Posługują. Pokazują Boga. Dziś także.

 

(Jak wiadomo, czasem każdemu zdarza się popełnić błąd. Na wszelki wypadek, proszę, pomódl się za ks. Stanisława, żeby już wszedł. Dziękuję!)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *