Życie w rytmie Scrum

Scrum to zwinny, lekki, przyrostowy, iteracyjny sposób rozwijania i organizacji projektu. Bardzo często wykorzystywany w projektach IT. Brzmi skomplikowanie, ale w praktyce jest to bardzo pomocny, lekki sposób patrzenia na rzeczywistość. Żadne „rocket science”.

Jest projekt. Osoba (organizacja), która go zleca ma jakieś potrzeby, które trzeba pokryć. Nazywa się to „roadmap”, czyli taki trochę harmonogram, a trochę cele, które trzeba osiągnąć, zrealizować. Nie jest to całkowicie harmonogram bo nie ma ściśle określonych dat, nie ma ściśle określonej daty zakończenia, ani „kształtu” końcowego. Jest bardziej nastawiony na ciągłe rozwijanie, jakby w nieskończoność. Dzięki temu wiadomo, w którą stronę „iść” w danym przesięwzięciu.

Poza tym harmonogramem jest jeszcze „product backlog”. Jest to taki „worek” konkretnych zadań, które trzeba wykonać w danym projekcie. Zadania te pokrywają założenia „roadmap’y”.

W projekcie mamy grono osób, które nad nim pracuje. Jest zespół realizujący projekt, jest właściciel produktu (który ustala potrzeby, cele projektu), jest manager projektu (który zarządza projektem, zeby był dobrze realizowany, opłacalny itp.), jest też tzw. „scrum master” (może być członkiem zespołu realizującego projekt, do jego zadań należy zadbanie o to by proces był zgodny z założeniami metodyki).

Czas w projekcie jest podzielony na sprinty. Może to być różny okres w różnych projektach: tydzień, dwa, trzy tygodnie itd.

Każdy sprint zaczyna się planowaniem. Jest to spotkanie zaangażowanych w projekt osób, w trakcie którego ustala się, które zadania z „backlog’u” zostaną wykonane najbliższym sprincie. Oczywiście biorąc pod uwagę czas potrzebny na ich wykonanie oraz ich priorytet. Jednocześnie zespół zobowiązje się dostarczyć tę konkretną wartość dodaną do projektu. W ten sposób powstaje tzw. „sprint backlog” czyli zbiór zadań na najbliższy okres.

W czasie trwania sprintu zespół codziennie spotyka się by wymienić się informacjami kto, co zrobił, zrobi i jakie problemy napotkał. Warto zaznaczyć, że jest to bardzo krótkie spotkanie.

Na koniec sprintu odbywa się jego przegląd oraz retrospektywa. Przegląd ma na celu omówienie, pokazanie tego co zostało zrealizowane w danym sprincie. Retrospektywa, natomiast, ma być przestrzenią by wymienić się swoimi spostrzeżeniami co było dobrego, co dobrze funkcjonowało w czasie sprintu oraz tym co nie wyszło, co wymaga poprawy.

Takie spojrzenie na projekt uczy mnie nowego spojrzenia na życie.

Mam:

  • projekt: życie,
  • cel: Bóg,
  • „backlog”: powołania, pragnienia, potrzeby,
  • zespół: siebie.

Czas mogę podzielić na pewne okresy (sprinty), które jestem w stanie zaplanować. Mogę wybrać, zaplanować rzeczy czy sprawy, które zrobię w najbliższym czasie bo wiem co będę robił i gdzie będę w ciągu np. najbliższego tygodnia. I zasadniczo w czasie takiego sprintu mogę interesować się głównie tym co mam w tym czasie do zrobienia. Mogę być w pełni w tym czasie. Nie pływać w wykreowanej rzeczywistości zwanej „kiedyś”, „chciałbym”, „gdybym”. Mam wpływ na to gdzie jestem, tu i teraz. I to się teraz liczy.

Oczywiście, mam swoje powołania, pragnienia, plany. W czasie „sprintów” pojawiają się kolejne. I one są. Nie znikają. Nie odrzucam ich. Wrzucam do worka „product backlog”. Do ich realizacji dążę, ale małymi etapami, małymi krokami, sprintami.

Ojciec Bronisław Mokrzycki w jednym ze swoich nauczań na rekolekcje ignacjańskie mówi o zasadzie „siedź w budzie”. Budą jest tu i teraz. Rzeczywistość, w której jestem. W tą budę uderza zły próbując nas wyciągnąć w myślenie o przeszłości, przyszłości lub jakiejś innej wykreowanej rzeczywistości. Dosłownie wyciąga nas z siebie. Wyciąga nas w przestrzeń, na którą nie mamy aktualnie realnego wpływu. Dlaczego? Bo to wzmaga niepokój, zdenerwowanie, strach. Dodatkowo jeśli nie mamy (a mi często brakuje) zaufania do Pana Boga, to bardzo łatwo wpaść w jakąś machinę lęku przed/o przyszłość. Bardzo łatwo też uciec do wykreowanej przestrzeni. Przestrzeni „kiedyś”, „gdyby”. Przestrzeni „jestem kimś”, kiedy faktycznie nim nie jestem, a jestem sobą. To odrywa od rzeczywistości. To odrywa od życia.

To co było kiedyś, było kiedyś. Przeszłość już do mnie nie należy. Mogę się z niej wyspowiadać, przyjąć Boże przebaczenie, wyciągnąć wnioski, poprawić się, zmienić i żyć dalej.

To co będzie kiedyś, będzie kiedyś. Przyszłość jeszcze do mnie nie należy. Martwienie się nią tylko wprowadza we mnie niepokój, nerwowość, niepewność, bo faktycznie nie wiem i nie mam wpływu na to co będzie kiedyś. Pan Bóg ma wpływ. To On ogarnia tą przestrzeń zwaną „przyszłość”. Trzeba Mu tylko (aż!) zaufać, że to co będzie, to co On przygotuje dla mnie będzie dobre. Proste, a mega trudne.

Co mi to daje? Mogę być bardziej zaangażowany w życie tu i teraz. W modlitwę, Bożą Obecność i swoją obecność, relacje, w sprawy, którymi się zajmuję. Mogę być mentalnie w rzeczywistości, w której realnie jestem. Żyć życiem. Swoim życiem. Dzięki temu mogę żyć tak jak chcę żyć, bo mam wpływ na swoje życie oraz na rzeczywistość, w której aktualnie się znajduję.

Takie życie życiem smakuje lepiej. Dużo lepiej. Tak, byłem w obu „miejscach”. Polecam tu, teraz, bardziej.

2 komentarze

    1. michał
      ·

      Niech Bóg będzie uwielbiony!

      To taka sytuacja, że jedyne testy jakie możesz wykonać to te na produkcji 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *