Jesteśmy w stanie wojny

Jesteśmy w stanie wojny. Na świecie toczy się nieustanna walka pomiędzy życiem, a śmiercią. Pomiędzy błogosławieństwem, a przekleństwem. Pomiędzy Królestwem Światła, a królestwem ciemności.

Na mocy Chrztu Świętego jesteśmy członkami Królestwa Światła. Będąc Jego członkami jesteśmy też zobowiązani do walki o to Królestwo, o Jego granice. Zatem jesteśmy przydzieleni do “Chrystusowego wojska”. Jako Kościół, jako uczniowie Chrystusa jesteśmy posłani do walki. Do walki o własne serce, o serca innych osób, a także o świat.

To nie jest wojna obronna. Nie potrzebujemy budować wielkich warowni i murów obronnych. Nasze Królestwo jest w natarciu. To my mamy inicjatywę, to my jesteśmy faworytami. To nas przeciwnik się boi.  

To wojna, której wynik jest znany, bo śmierć została pokonana raz na zawsze (Oz 13, 14; Mt 28), a Michał i Jego aniołowie zwyciężą smoka (Ap 12, 7-10). Zatem to zwycięstwo już jest, ale jeszcze go nie ma. Wiemy, że Kościół zwycięży, że Królestwo Światłości zatriumfuje. Wiemy kto stoi i kto będzie stał na czele tego Królestwa, kto jest i kto będzie Władcą, ale nie wiemy, kto z nas będzie jego częścią: kto się ostoi w Miłości i wierze do tego momentu, kto wytrwa w walce.  

Boża logika nie jest logiką tego świata, zatem i walka w imię Boże nie jest walką jaką proponuje ten świat. To nie jest walka siłowa czy agresywna. To nie walka, w której się niszczy i zabija drugich. Wręcz odwrotnie. To walka, w której buduje się Miłość, bliskość, zaufanie, braterstwo. To walka o to by mój brat i moja siostra żyli. Żyli w pełni. Taką walką poszerza się Królestwo Boże.

Największą bitwę do tej pory stoczył sam Bóg na Krzyżu. To przykład dla nas jak prowadzić tą wojnę, jak walczyć. Jezus zostawił nam także inne strategiczne wskazówki dotyczące tej wojny.

„Szczęśliwi łagodni, ponieważ oni posiądą ziemię.” (Mt 5, 5)

W czasie Kazania na Górze otrzymaliśmy pierwszą wskazówkę. Łagodność. Papież Franciszek w Adhortacji Gaudete et exsultate (punkty 71-74) pisze tak:

Są to słowa mocne w tym świecie, który od początku jest miejscem wrogości, w którym wszędzie trwają spory, w którym zewsząd przychodzi nienawiść, w którym ciągle klasyfikujemy innych na podstawie ich poglądów, nawyków, a nawet ich sposobu mówienia lub ubierania się. Krótko mówiąc, jest to królestwo pychy i próżności, w którym każdy sądzi, że ma prawo, by wznieść się ponad innych. Jednakże, chociaż wydaje się to niemożliwe, Jezus proponuje inny styl: łagodność. To właśnie czynił wraz ze swoimi uczniami i to kontemplujemy przy Jego wjeździe do Jerozolimy: „Oto Król twój przychodzi do Ciebie łagodny, siedzący na osiołku, źrebięciu oślicy” (Mt 21, 5; por. Za 9, 9).

Powiedział On: „Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych” (Mt 11, 29). Jeśli żyjemy wzburzeni, zarozumiali wobec innych, to w końcu stajemy się zmęczeni i wyczerpani. Ale kiedy postrzegamy ich ograniczenia i wady z czułością i łagodnością, nie czując się doskonalszymi, możemy im dopomóc i unikamy marnowania energii na bezużyteczne narzekania. Dla św. Teresy z Lisieux „miłość doskonała polega na tym, by znosić wady innych, by nie dziwić się wcale ich słabościom”.

Św. Paweł wspomina o łagodności, jako o owocu Ducha Świętego (por. Ga 5, 23). Proponuje, byśmy za każdym razem, kiedy niepokoją nas złe działania bliźniego, podeszli do niego, aby go napomnieć, ale „w duchu łagodności” (Ga 6, 1), i przypomina: „Bacz jednak, abyś i ty nie uległ pokusie” (tamże). Także, jeśli ktoś broni swojej wiary i przekonań, powinien to czynić „z łagodnością” (por. 1P 3, 16), a nawet przeciwnicy powinni być traktowani przez niego „z łagodnością” (por. 2Tm 2, 25). W Kościele wielokrotnie obieraliśmy złą drogę, nie akceptując tego wezwania słowa Bożego.

Łagodność jest kolejnym wyrazem wewnętrznego ubóstwa tych, którzy pokładają swoją ufność jedynie w Bogu. Rzeczywiście, w Biblii często używa się tego samego słowa anawim w odniesieniu do ubogich i łagodnych. Ktoś mógłby się sprzeciwić: „Jeśli będę tak łagodny, to pomyślą, że jestem głupcem, że jestem naiwny albo słaby”. Może tak będzie, ale pozwólmy, by inni tak pomyśleli. Lepiej być zawsze łagodnym, a spełnią się nasze największe pragnienia: cisi „posiądą ziemię”, czyli zobaczą wypełnione w swoim życiu obietnice Boga. Łagodni bowiem, niezależnie od tego, co mówią okoliczności, pokładają nadzieję w Panu, a ufający Panu, „posiądą ziemię i będą się rozkoszować wielkim pokojem” (Ps 37, 11). Jednocześnie, Pan im ufa: „Ja patrzę na tego, który jest biedny i zgnębiony na duchu, i który z drżeniem czci moje słowo” (Iz 66, 2). Reagować z pokorną łagodnością – na tym polega świętość.

“Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem.” (J 13, 14-15)

Kolejną wskazówkę dotyczącą sposobu walki daje nam Pan w czasie Ostatniej Wieczerzy. Walka to służba. Królestwo Miłości buduje się wzajemną służbą i uniżeniem. Słowa nie wyrażą więcej niż czynność. Słowa nie dadzą większego przekazu niż doświadczenie, a takie może pozostać w pamięci na wiele lat albo nawet całe życie.

Niezwykle ważne podpowiedzi o geście umywania nóg, a tym samym o pokornej służbie i uniżaniu siebie względem braci i sióstr mówił abp Ryś w czasie tegorocznej Lednicy (2018). Wskazywał, że taki gest nie może być teatrem – odgrywaniem Pana Jezusa, a także, że nie chodzi o to by robić coś na siłę. Kluczem do posługi względem braci i sióstr jest osobiste doświadczenie tego, że Jezus umył mi nogi. Z tego doświadczenia wypływa miłość do pokornej służby.

“(…) jak Pan wybaczył wam, tak i wy!” (Kol 3, 13)

Przebaczenie to burzenie murów podziału, oddzielenia, odrzucenia. To jak uwalnianie z kajdan. Potrzebujemy przebaczać sobie nawzajem i budować relacje pełne wzajemnej życzliwości, miłości i pokoju. Królestwo, które jest wewnętrznie skłócone traci na sile, a w naszej sytuacji tracimy najwięcej, bo osłabiamy nasz największy atut – Miłość.

Utrzymując nieprzebaczenie blokujemy rozwój Miłości. Przebaczając poszerzamy swoje (i drugiej osoby) serce, umacniamy szyki, rozwijamy Miłość, uwalniamy to co skrępowane, stajemy się sobie bliżsi. Możemy łatwiej i lżej się poruszać, bo zrzucamy z ramion to przytłaczające napięcie oddzielenia i braku przebaczenia.    

“Idźcie i głoście: «Bliskie już jest królestwo niebieskie». Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy! Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie! Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów.” (Mt 10, 8-9)

Kolejnym sposobem poszerzania Królestwa Bożego jest przywracanie zdrowia, życia i wolności duchowej w Imię Jezusa. Jesteśmy powołani by w Mocy Ducha Jezusa Chrystusa uzdrawiać, wskrzeszać i uwalniać. Te znaki i cuda są potwierdzeniem ogłaszania Królestwa Niebieskiego. Jesteśmy członkami Królestwa Światłości zatem możemy rozjaśniać każdą sferę, w której jest ciemno.

Niedawno dr Mary Healy będąc w Polsce mówiła, że cuda i znaki są normalne w życiu chrześcijanina. Nie trzeba się ich bać. Wręcz potrzebujemy zacząć z tej Mocy korzystać. Potrzebujemy stanąć w udzielonym nam autorytecie Jezusa Chrystusa i uzdrawiać, wskrzeszać i uwalniać by potwierdzać Królestwo Boże poprzez widzialne znaki i cuda.

“(…) kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa” (Łk 9, 24)

Walka, o której mowa łączy się ze stratą i będzie bolała. Będzie wymagała straty twarzy, czasem przyjęcia obelg, wyśmiania czy zrobienia z siebie głupka w standardach tego świata. Natomiast w standardach Królestwa Bożego to coś zupełnie odwrotnego. To działanie na rzecz tego Królestwa. To pokazywanie światu, że jest coś więcej, że można inaczej. I tak naprawdę to przez to umieranie dla Pana rodzi się nowe życie.

Historie męczenników pokazują pewną prawidłowość. W miejscach gdzie ktoś oddaje swoje życie za wiarę rodzą się nowe życia w Chrystusie. Kościół zaczyna rozkwitać.

Jeśli chcesz wziąć udział w tej walce bądź gotów na stratę, bo kto pracuje ten się męczy, a kto dotyka smoły ten się brudzi (por. Syr 13, 1).

“Oto mały ogień, a jak wielki las podpala.” (Jk 3, 5)

Wojna, którą toczymy to wojna małych-wielkich bitew. Małe, ale znaczące. Bo nasze wybory w najmniejszej sytuacji mają wpływ na nas, na innych i na cały świat.

“Think big, act small” (Jason Jennings). Nie chodzi jednak o to by nagle rzucić się w wir walki, służby i ewangelizacji. Chodzi o to, by posiadając wizję Królestwa, małymi krokami się do niej zbliżać, a tym samym zapalić cały świat Ewangelią.

Te małe walki, małe kroki to nasza codzienność. Znowu chciałbym oddać głos Papieżowi Franciszkowi (Adhortacja Gaudete et exsultate, punkty 16-17):

“Ta świętość, do której wzywa cię Pan, będzie wzrastała przez małe gesty. Na przykład: pewna kobieta idzie na targ, by zrobić zakupy, spotyka sąsiadkę, zaczyna z nią rozmawiać i dochodzi do krytyki. Wówczas ta kobieta mówi w swoim wnętrzu: «Nie, nie będę o nikim mówić źle». To jest krok ku świętości. Następnie w domu, jej syn chce z nią porozmawiać o jego fantazjach i chociaż jest zmęczona, siada obok niego i słucha z cierpliwością i miłością. To kolejna ofiara, która uświęca. Kiedy przeżywa chwilę udręki, pamięta o miłości Najświętszej Maryi Panny, bierze różaniec i modli się z wiarą. To jest kolejna ścieżka świętości. Potem, gdy wychodzi na ulicę, spotyka ubogiego i zatrzymuje się, by porozmawiać z nim z miłością. To jest następny krok.

Czasami życie stawia przed nami większe wyzwania i poprzez nie Pan zachęca nas do nowych nawróceń, które pozwalają, aby Jego łaska lepiej przejawiała się w naszym życiu «aby nas uczynić uczestnikami swojej świętości» (Hbr 12, 10). Innym razem chodzi jedynie o znalezienie doskonalszej formy życia tym, co już czynimy: «Wszystkie te natchnienia odnosiły się do spraw zwyczajnych, lecz spełniane były z doskonałością nadzwyczajną». Kiedy kardynał François-Xavier Nguyen Van Thuan był w więzieniu, postanowił nie wypalać się w jałowym oczekiwaniu na uwolnienie, ale «przeżywać chwilę obecną napełniając ją miłością». A realizował to konkretnie w następujący sposób: „wykorzystam zatem te okazje, które nadarzają się każdego dnia, żeby dokonywać zwykłych czynów w niezwykły sposób» .”

“(…) pokorze oceniając jedni drugich za wyżej stojących od siebie” (Flp 2, 3),

“Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać” (Łk 17,10)

Ustawmy jeszcze dobrze nasze patrzenie. Uczestnictwo w tej wojnie nie jest powodem do chluby i pychy. Bo niby jakim prawem moglibyśmy się chlubić? Robimy jedynie to, co powinniśmy zrobić, a czasem i to psujemy.

Potrzeba byśmy raczej wyżej widzieli braci i siostry niż siebie. Byśmy widzieli w nich wartość Dzieci Bożych, byśmy nie stawiali się wyżej kogokolwiek.Taka perspektywa pozwala prawdziwie służyć, a chwałę niech odbiera jedynie Pan Bóg. Bo przecież nic z tego co robimy nie robimy z siebie, a wszystko wypływa z Jednego Źródła – Boga.

“Bramy, podnieście swe szczyty

i unieście się, prastare podwoje,

aby mógł wkroczyć Król chwały.

«Któż jest tym Królem chwały?»

«Pan, dzielny i potężny,

Pan, potężny w boju».

Bramy, podnieście swe szczyty

i unieście się, prastare podwoje,

aby mógł wkroczyć Król chwały!

«Któż jest tym Królem chwały?»

«To Pan Zastępów: On sam Królem chwały».” (Ps 24, 7-10)

Po co w ogóle ta wojna? Po to by przygotować miejsce dla Króla Chwały, Oblubieńca – Jezusa Chrystusa. By mógł przyjść na świat i zasiąść na tronie. By Jego królestwo było gotowe i poddane Jego panowaniu. By świat był gotowy do życia w Jego Chwale, w Jego Obecności. By jakiekolwiek bramy królestwa ciemności nie ograniczały naszych serc w życiu Jego Miłością i aby nasze serca były na tyle pojemne by żyć tą Miłością z Nim i z Braćmi i Siostrami w wiecznej Chwale.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *