Ból EkoRewolucji

W ostatnim czasie wiele osób zabiera głos w sprawie ochrony klimatu. Jak alarmują naukowcy, ta kwestia jest niezwykle ważna i wymaga bardzo pilnych zmian, właściwie na każdym poziomie. Jednak, czy jesteśmy świadomi, co ta zmiana oznacza? Jeśli ma się to dokonać w sposób, który naprawdę powstrzyma tą agresywną degradację naszej planety, to będzie to również wymagający ruch dla nas wszystkich. 

 

Więcej przyjemności mniejszym wysiłkiem

Zasadniczo człowiek dąży do tego by ułatwiać sobie pracę, by minimalizować wysiłek potrzebny na osiągnięcie danego celu. Między innymi dlatego tak szeroko rozwinął się przemysł, a z nim jego wpływ na środowisko. Między innymi dlatego powstały różne produkty, które wykorzystując energię zawartą we wszelkiego rodzaju paliwach ułatwiają nam podejmowanie czynności. Podróże ułatwia samochód czy samolot. Komunikację komputer czy telefon, a produkcję liczne maszyny. 

Człowiek szuka też wygody i przyjemności. Dlatego jadąc na wakacje wybieramy takie miejsca, w których będzie nam miło, przyjemnie i wygodnie. Wybieramy też atrakcje, które mają nam urozmaicić i uprzyjemnić czas. Wybieramy takie środki transportu, które pozwolą nam dostać się na miejsce w najlepszy dla nas sposób. Tak też dzieje się właściwie we wszystkich dziedzinach naszego życia.

 

Potrzebujemy zmiany

W tę wygodę, dążenie do ułatwiania, rozwój, ograniczenie wysiłku, szukanie przyjemności i rozmaitych wrażeń aktualnie wchodzi nasz postulat ochrony klimatu, wykrzyczany przez liczne grupy w czasie wielu Marszów dla Ziemi, odbywających się w ciągu zeszłego roku. Marsze te były wydarzeniami, które pozwoliły pokazać, jak duża jest społeczna potrzeba (szczególnie wśród młodego pokolenia) podjęcia działań ograniczających nasz destrukcyjny wpływ na środowisko. 

Ta społeczna potrzeba troski o środowisko rodzi się z doświadczenia konkretnych zmian i zagrożeń. Przykładowo aktualnie trwająca zima jest chyba najcieplejszą, jakiej doświadczyłem w swoim życiu, a w Krakowie nie było jeszcze dnia, w którym zobaczyłbym jakąś większą pokrywę śnieżną. Były za to przelotne opady śniegu (który niedługo potem się stopił) i piękne słoneczne dni. Dochodzimy też do sytuacji, w której najmłodsze pokolenia śnieg na święta Bożego Narodzenia znają jedynie z filmów i reklam. 

Kasia Gandor na swoim kanale na YouTube opublikowała niedawno film, w którym opowiada o problemie wydobycia piasku i skutkach, jakie ma to wydobycie na środowisko oraz ludność w Wietnamie. W regionie Delty Mekongu spowodowało to już liczne przesiedlenia ludności, a podobny los czeka jeszcze około pół miliona ludzi. Jest również duże prawdopodobieństwo, że przez taką aktywność człowieka Południowo-Wschodnią Azję dotkną poważne braki żywności, co z kolei wywoła dużą destabilizację w regionie. Więcej informacji można znaleźć w tym materiale.

Bliżej nas, w Skierniewicach, w ubiegłym roku zabrakło wody, a podobnych sytuacji, tylko na większą skalę, możemy się spodziewać w 2020 roku. Idąc dalej, zmniejszenie zasobów wody może mieć swoje skutki w ograniczeniu dostaw prądu, a bez prądu wiele urządzeń, których codziennie używamy, po prostu działać nie będzie. Nie mówiąc już o tym, że ciężko bez wody wziąć prysznic, umyć zęby czy ugotować posiłek. Ot, takie konkretne skutki zmian, które właśnie obserwujemy.

Podobne przykłady ciągów przyczynowo-skutkowych można pewnie jeszcze mnożyć. Problem jest konkretny. Ten problem już się dzieje, a my swoją aktywnością tylko go powiększamy. Potrzebujemy, by ta kula śnieżna przestała nabierać objętości, a zaczęła ją tracić. Potrzebujemy przywrócić harmonię pomiędzy człowiekiem i jego działalnością, a naturą i jej możliwościami.

 

Potrzeba naszego wkładu

Same Marsze dla Ziemi, mimo ich istotnego wkładu w ten ruch, nie zmienią rzeczywistości. Potrzebujemy sobie uświadomić, że jakakolwiek forma ochrony czy zapobiegania negatywnemu wpływowi działalności człowieka na środowisko nie przyjdzie z jakiegoś abstrakcyjnego “oni”, ale ruch na jej rzecz musi wyjść od właściwie każdego mieszkańca naszej planety. Nie wystarczy też, by zmiana dokonała się na poziomie legislacyjnym czy ideowym. Potrzebujemy, by zmiana dokonała się w rzeczywistości. Potrzebujemy, byśmy podejmując każde nasze działania i dokonując wyborów, brali pod uwagę skutki dla środowiska.

 

Bóle rodzenia

Fakt, że udział każdego z nas w tej zmianie jest wymagany, powoduje, że każdego z nas ta zmiana zaboli. Zaboli, bo zmiany w ogóle wymagają wysiłku. Zaboli, bo chcąc wprowadzać nawyki na rzecz ochrony środowiska będziemy zmuszani do ograniczania tego, co łatwe, szybkie i przyjemne. Zaboli, bo będzie trzeba włożyć więcej wysiłku w sprawy, które do tej pory były łatwo (a nawet zbyt łatwo) dostępne. Zaboli, bo będziemy musieli ograniczyć ilość tego, co w różny sposób konsumujemy. Zaboli, bo wielokrotnie będziemy stawać przed wyborem: “ja i moja wygoda” czy “środowisko i nasze dzieci”. Zaboli, bo to, co do tej pory było akceptowalne, stanie się po prostu nieakceptowalne.

Stratą czy bólem będzie odmówienie sobie weekendowego, okazyjnego, samolotowego wypadu na drugi koniec Europy. Stratą lub wysiłkiem będzie zrezygnowanie z kupna nowego urządzenia, gdy obecne dobrze funkcjonuje lub można je naprawić. Wysiłkiem będzie też zabieranie ze sobą torby na zakupy tak, by nie brać kolejnych foliowych reklamówek ze sklepu. Stratą będzie też prośba ekspedientki, by nie pakowała kolejnej sztuki zakupionego produktu w foliowy worek lub by zapakowała go do przyniesionego przez nas opakowania. Wymagające będzie wyrzucanie śmieci do odpowiedniego pojemnika czy zakręcanie wody, gdy nie jest potrzebna, jak np. w czasie mycia zębów.  

Warto jednak pamiętać, że ten ból i wysiłek będzie jedynie tymczasowy. Po zmianie nawyków pewne czynności staną się oczywiste i bólu nie będzie. Nauczymy się my, nauczy się także nasze otoczenie. Ba, może nawet nasze nowe nawyki wpłyną na zmianę nawyków innych osób, które spotkamy. 

 

Da się

Zmiana licznych nawyków to długa droga. Warto stawiać na małe kroki i małe sukcesy. Dla mnie takim sukcesem jest powrót z zakupów bez nowego foliowego worka lub reklamówki (tak, da się to zrobić!). Kolejnym sukcesem jest korzystanie z wielorazowych butelek na wodę albo kupowanie produktów lokalnych zamiast tych, sprowadzanych z odległych krajów. Czasem spotykam się z oporem, gdy proszę osobę sprzedającą o niepakowanie zakupów do jednorazowych opakowań lub zapakowanie produktów do moich worków czy toreb. Raz sprzedający nawet oburzył się na moją prośbę, bo przecież chciał, żeby było jak należy – zapakowane w foliową reklamówkę. 

Bardzo się cieszę, gdy widzę kolejne osoby w markecie czy na placu targowym, korzystające z wielorazowych woreczków czy toreb. Cieszy mnie fakt, że zaczynamy zwracać uwagę na to, z jakich środków transportu korzystamy. Cieszy mnie fakt, że kolejne osoby uświadamiają sobie konieczność oszczędzania wody. Cieszy mnie fakt, że kolejne osoby są świadome skutków wykorzystywania paliw stałych i podejmują działania zmierzające ku ich zmniejszeniu. Cieszy mnie każdy ruch, który w najmniejszym stopniu, ale realnie, wpływa na zmniejszenie negatywnego wpływu na środowisko.       

 

Zróbmy to razem

Pomimo bólu i wysiłku, które ta zmiana za sobą niesie potrzebujemy w nią wejść, potrzebujemy ją zrobić. Nie dla przyjemności, ale dla kolejnych pokoleń. Dla tego, by osoby, które będą zamieszkiwały ten sam świat nie musiały mierzyć się z licznymi klęskami żywiołowymi czy kryzysami środowiskowymi. Potrzebujemy zmierzyć się z tą zmianą dlatego, że w tym momencie mamy jeszcze jakieś możliwości. Potrzebujemy podjąć ten wysiłek, bo jedyna zmiana, na którą mamy wpływ, to ta, dokonująca się w przyszłości. Nie chodzi jednak o zmianę za 50 lat, chodzi o zmianę teraz i przyszłość za 50 lat. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *