Trzy myśli o koronakryzysie

Sobota. Miał być zwyczajny, jednak ten dzisiejszy był trochę inny niż wszystkie poprzednie. Biegnąc, zauważam mężczyznę ubranego w komżę, trzymającego dzwonki i lampion. Kilka metrów za nim idzie ksiądz trzymając w rękach monstrancję z Ciałem Jezusa. Ich droga przecina moją. Klękam. Otrzymuję błogosławieństwo i przez chwilę mogę spojrzeć na Ciało Jezusa Chrystusa. Zamieniamy z księdzem kilka zdań. Ostatnim zdaniem zdążam jeszcze podziękować mu za posługę. Oni idą dalej, ja kontynuuję trening. Ta sytuacja pobudziła we mnie trzy myśli.

Po pierwsze, ogromnie cieszę się postawą pasterzy i liderów służących na rzecz osób, które są im powierzone. Cieszę się tymi postawami, które nie boją się złamać religijnych schematów czy tradycji by chronić i zaopatrywać swoich ludzi niejednokrotnie ryzykując to, co do tej pory było religijnie chronione, bo przecież “szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu” (Mk 2, 27). I nie chodzi o brawurę czy głupotę pod przykrywką wiary, ale o służbę biorącą pod uwagę sytuację w jakiej się znajdujemy.

Po drugie, może właśnie w ten sposób realizuje się pragnienie Papieża Franciszka z “Evangelii Gaudium” (pkt. 49): “Wyjdźmy, wyjdźmy, by ofiarować wszystkim życie Jezusa Chrystusa. Powtarzam tu całemu Kościołowi to, co wielokrotnie powiedziałem kapłanom i świeckim w Buenos Aires: wolę raczej Kościół poturbowany, poraniony i brudny, bo wyszedł na ulice, niż Kościół chory z powodu zamknięcia się i wygody z przywiązania do własnego bezpieczeństwa. Nie chcę Kościoła troszczącego się o to, by stanowić centrum, który w końcu zamyka się w gąszczu obsesji i procedur.” Może przez tą sytuację, w której nie możemy korzystać z dotychczasowych środków posługi Bóg wzbudzi nowe formy aktywności Kościoła. Formy, które pozwolą docierać do ludzi w inny, nowy sposób. Formy, które przyniosą kolejne owoce. Formy, które zrezygnują z oczekiwań i wymagań na rzecz służby. Formy, które pozwolą Kościołowi, według pragnienia Papieża, jeszcze bardziej wyjść czy otworzyć się.

Po trzecie, widzę też w tym kryzysowym czasie szansę dla nas wszystkich. Może to jest dla nas ten moment byśmy porzucili bezduszne schematy, wymagania czy religijność tam, gdzie są puste, a skupili swoją energię na prawdziwej duchowości. Może to jest ten moment przemiany relacji z Bogiem tak, by nie opierała się o wykonywanie czynności, ale o przylgnięcie naszego serca do Jego serca. Może to ten moment byśmy przestali opierać swoją relację z Bogiem na instytucji, pasterzach czy liderach, ale na naszej osobistej relacji z Bogiem, naszej więzi z Nim. Może to jest ten moment byśmy zobaczyli co jest dla nas ważne. Bóg czy święty spokój wynikający z wykonania wszystkich przepisanych przez hierarchię Kościoła nakazów. Może to jest ten moment, w którym zatęsknimy za Nim? Może to jest ten moment, w którym Bóg będzie mógł mówić prosto do naszych serc wyprowadzonych na pustynię (por. Oz 2, 16), na której nie ma religijnych podpórek, a jest tylko On i ja. Może to jest dobry moment by pozwolić sobie wyjść z Bogiem na tą pustynię?  

1 komentarz

  1. dzielmysiewiara
    ·

    Bóg zapłać za tekst. Dał mi do myślenia.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *